CÓRKA STAROSTY
    
W drewnianym miasteczku W±sosz przed wieloma laty wydarzyła się niesamowita historia.
    
W zamku z wysok± wież± mieszkał starosta. Miał on córkę jedynaczkę - Teodozję. ¦liczna była aż do napatrzenia; ale smutna, bo jako wysoko urodzona nie mogła się bawić z rówie¶nikami. A tak bardzo tego pragnęła.
    
Niebawem Todzia wyrosła na panienkę podobn± do wysmukłej brzózki - jedynaczki, jednej jedynej rosn±cej samotnie na ł±ce. Nadszedł maj, zazieleniło się wszystko dookoła. W sadach zakwitły jabłonie i grusze. Teodozja zaczęła wzdychać. To serce dawało znak, że potrzebuje miło¶ci. Noc± otwierała okno, ogarniał j± zapach kwitn±cych drzew, wsłuchiwała się w ¶piew słowików.
    
Pewnej nocy kiedy już ¶witała jutrzenka, usłyszała piękny, męski głos. To Wawrzyniec jad±cy z nocnego wypasu na pastwisku ¶piewał koronkę do Naj¶więtszej Marii Panny. Napasione konie wtórowały mu gło¶nym parskaniem. Dziewczynie mocno zabiło serce, gor±co uderzyło do głowy, dreszcz przenikn±ł ciało. Odt±d nie obchodziło j± nic oprócz ¶witu.
    
Pewnego razu przedarła się przez zamkowe ogrodzenia i spotkała z Wawrzyńcem. Ten też żył tylko każdym ¶witem.
    
Nie mogło to jednak trwać długo. Starosta dowiedziawszy się o spotkaniach córki z biednym pasterzem, wpadł w wielk± zło¶ć. Nie mógł ¶cierpieć, że jego jedynaczka przynosi rodzinie tak± hańbę. Zamkn±ł córkę w drewnianej wieży i nakazał pilnie jej strzec, aby nie spotkała się więcej ani razu z Wawrzyńcem.
    
Teodozja zawsze o ¶wicie uchylała okienko i czujnie nasłuchiwała. Słyszała jednak tylko ¶piew ptaków. Mdlała wtedy z rozpaczy.
    
Wawrzyniec za¶ umilkł, bo z tęsknoty nie mógł wydobyć z siebie głosu. Nawet konie przestały parskać, grzebały tylko kopytami w ziemi. W końcu serce młodzieńca nie wytrzymało, pękło z żalu i tęsknoty.
    
Teodozja uwolniona z wieży odmawiała ojcu posłuszeństwa, nie zgadzała się na żadne zam±żpój¶cie; chociaż bramy zamku nie zamykały się od swatów i bogatych konkurentów.
    
Jednego wieczoru spacerowała Todzia po zamkowym dziedzińcu i kto¶ uj±ł jej dłoń... Był to Wawrzyniec...
    
Przytuleni do siebie, trzymaj±c się za ręce, wędrowali po niebiańskich ł±kach. Byli szczę¶liwi. Rozstali się o ¶wicie.
    
Teodozja wróciła do zamku. Bramy były zamknięte. Nie chciano jej otworzyć. Strażnicy mówili, że jej nie znaj±, że tu nie mieszkaj± jej rodzice.
    
- To niemożliwe - odpowiadała Teodozja - opu¶ciłam zamek przed godzin±, gdzie s± moi rodzice?
    
Nie wierzyła strażnikom, zaczęła gło¶no wzywać rodziców; wołać:
    
- Otwórzcie, proszę, to ja, wasza córka, Todzia.
    
Na to jeden ze strażników odpowiedział, że córka starosty ma na imię Anna.
    
Zaczęto szukać w dokumentach ko¶cielnych imienia Teodozji, córki starosty. I okazało się, że żyła ona przed stu laty. Dziwiono się bardzo, jak to może być? Teodozja przebywała w niebiańskim raju zaledwie godzinę, a na ziemi minęło sto lat. Sto lat minęło, a Teodozja jest nadal młoda, młodziutka.
    
Na cze¶ć młodo¶ci przygotowano na zamku wielk± ucztę. Teodozja, gdy ledwie skosztowała pokarmu, zaraz staro¶ci± zgrzybiała.
    
Nikt tego wydarzenia nie mógł w żaden sposób zrozumieć.
powrót do pocz±tku strony
|