|
Jak baba Macieja lekowała
Pod Krakowem w Wierzbowinie,
W małej ko¶cielnej wioszczynie,
Zachorował Maciej stary,
Nikt by temu nie dał wiary.
A gdy stary jęki głosił
I o bańki żonę prosił,
Aby baba, że nie chora,
Zast±piła mu doktora.
Wzięła z szafy garnek nowy,
Pobielany do połowy,
Powietrze w nim wypaliła
I na brzuchu postawiła.
I co się wtedy stało?
Chociaż bolenie ustało,
Mało nie wyzion±ł ducha,
Do garnka wlazło pół brzucha.
Maciej wrzeszczy, by go dobić,
Baba nie wie, co z tym robić.
Już przybyło kilka osób,
Odj±ć garnka ani sposób,
Ból się wzmaga, żal kobiecie,
Trzeba jeno radzić przecie.
Więc co siły nogi zbiera
Do Krakowa do felczera.
Felczer przybył, nic nie badał,
Tylko złapał drewna kawał,
Silnym uderzeniem pałki
Rozbił garnek na kawałki.
Dziwili się wszyscy w domu,
Że nie przyszło to na my¶l komu,
Rzecz łatwa, skuteczna, pewna,
Silnym uderzeniem drewna.
Maciejowi pomogła sprawa owa,
Felczer wrócił do Krakowa.
|
powrót do pocz±tku strony
|