Strona główna
Aktualno¶ci
Antologia
Wycinanki
Panny i anioły
96 KRZYŻY
¦więta Zofija ...
Być matk±
Sybiraczka
Szczę¶cie
Złoty dom
Krzak burzanu
Błękitne piekiełko
Teofila i motyl
Pypcio i pchełki
Krasnoludek i myszka
Cygan i pimpusia
Felu¶, Zenu¶ i Salusia
Skarb
Graj Ewo
Krakowski lajkonik
















POSŁOWIE

(...)
     Krzak burzanu jest kolejnym indywidualnym zbiorem literackim Jadwigi Solińskiej. Trzeba go rozpatrywać ł±cznie z wcze¶niejszymi dwoma wydaniami Sybiraczki. Oba teksty mówi± o tym samym zdarzeniu - zesłaniu rodziny Orłowskich do Kazachstanu; nie ma tu jednak całkowitego powielenia tre¶ci. Pewne ujęcia i sytuacje s± nowe, innych brak lub zostały odmiennie zredagowane. Niektóre sceny pogłębiono, dopełniono. Krzak burzanu i Sybiraczkę należy w zwi±zku z tym widzieć jako utwory wariantowe, zbudowane na podłożu przeżyć osobistych ich autorki...

» więcej »

Fragmenty

     Jako sze¶cioletnie , wiejskie dziecko, znalazłam się pierwszy raz na dworcu kolejowym w Grajewie, powiatowym mie¶cie. Przeci±gły gwizd lokomotywy wprawił mnie w niezmierny zachwyt. A jeszcze bardziej poci±g, a raczej wagony osobowe, które wydawały mi się domkami na kółkach. Dziwiłam się, dlaczego w oknach nie ma ładnych firanek i kwiatów w doniczkach.

- Domki jak z bajki - powiedziałam do mamy.

Nadjechał poci±g towarowy.

- Mamo, mamo - zawołałam - zobacz, przyjechały chlewiki. A co się w nich przewozi?
- Różne towary - odpowiedziała mama.

     Zrodziło się wtedy we mnie marzenie - zapragnęłam być towarem. Gdybym była towarem, jechałabym i jechała, być może na koniec ¶wiata. To dziecięce marzenie nie dawało mi spokoju, prze¶ladowało dniem i noc±. Kiedy zwierzyłam się babci Paulinie z tego, co mnie trapiło, babcia odpowiedziała, że lepiej być ptakiem z wielkimi skrzydłami i latać we wszystkich kierunkach, gdzie tylko się podoba. Nie - zaprzeczyłam, chce być towarem. Minęło kilka lat szczę¶liwego dzieciństwa. Oto jest smutny paĽdziernikowy dzień 1939 roku. Na drodze błoto po kostki, st±pam ostrożnie. Idę z babci± do ko¶cioła na nabożeństwo różańcowe. W moim sercu tkwi dokuczliwa tęsknota i żal, bo ojciec mój z wojny nie powrócił. Nie mamy od niego żadnych wiadomo¶ci. W domu pozostały same kobiety. Podczas nabożeństwa modlę się gor±co o powrót ojca.

     Wieczór bardzo smutny, ci±gn±cy się w nieskończono¶ć. Wisz±ca u sufitu lampa numer 3 o¶wieca mieszkanie słabym płomykiem. Trzeba oszczędzać naftę. Przed wojn± zawsze paliła się lampa numer 5. A bardzo często w go¶cinnym pokoju lampa ozdobna z pięknym kremowym kloszem. Wtem kto¶ mocno zapukał do drzwi. Go¶ć nigdy w ten sposób nie puka. Nie czekaj±c na odpowiedĽ zpukał w okno, aż szyby zadrżały. Zawołał gło¶no po rosyjsku:

- Otwierajcie, NKWD.

     Strach ogarn±ł cał± rodzinę. Skrót sowieckiej służby bezpieczeństwa każdego Polaka doprowadzał do obłędu. Jaki¶ człowiek wszedł nie zdejmuj±c z głowy czapki, na której widniał sierp i młot, oraz czerwona, pięcioramienna gwiazda. Wojskowy szynel był odrażaj±cy. W rękach nie miał broni. Mnie się wydawało, że on chwyci jedn± ręk± młot, a drug± sierp, i zacznie mordować. A gwiazda spadnie z czapki, zapłonie i spali nasz dom. Chciałam wyj¶ć z domu, uciekać, ale nogi ze strachu odmówiły posłuszeństwa.

     Enkawudzista odezwał się nieprzyjaĽnie, mówi±c, że przyszedł nas powiadomić o bardzo ważnej sprawie. Co za sprawa, w dodatku bardzo ważna? Wirowało wszystkim w głowach. A on najspokojniej ogl±dał mieszkanie. W pokoju go¶cinnym, czyli jak to na wsi nazywano dużej izbie, zatrzymał się na dłużej. Ogl±dał politurowane meble, makatki, obrazy, pokojow± lampę , firanki w oknach. Dotykał kwiatów doniczkowych: pelargonii, która była ozdob± lata oraz dostaj±cego wierzchołkiem sufitu - oleandra. Ten drzewopodobny przyjaciel rodziny rósł w specjalnej skrzynce, artystycznie wykonanej przez stolarza i każdej wiosny stroił się w bladoróżowe kwiaty, ciesz±ce oczy domowników.

(...)

     Enkawudzista powiedział do mojej matki, że w tym pokoju za cztery dni zamieszka rodzina sowieckiego oficera. Nie wolno niczego st±d usuwać, jedynie ¶więte obrazy - za¶miał się szyderczo.

     Nic nie było do powiedzenia, można było tylko przytakn±ć. Mama i tak ucieszyła się, że w nieszczę¶ciu zawsze bywa szczę¶cie, bo enkawudzista nie zajrzał do szuflad komody, wypełnionych po brzegi bielizn±. Nie otworzył też szafy, pełnej ubrań i narzut. Pewnie nie miał pojęcia do czego służ± te meble. Mama opróżniła więc szafę i komodę, ale niezupełnie, cokolwiek zostawiła.

     Zamieszkała w naszym domu obca rodzina, składaj±ca się z trzech osób: - komandira, jego żony i ich sze¶cioletniego syna, Alka. Polubiłam Alka, bo w dzieciach nie ma nienawi¶ci do wrogów. Matka bardzo dbała o niego, co dzień smażyła mu bliny oraz karmiła różnymi frykasami. Rodziny oficerskie mogły nabywać w sklepie, zwanym kooperatyw±, co tylko dusza zapragnie. Alek nie był jednak zadowolony, nie chciał tego je¶ć. Chciał chleba posypanego sol±. Zapomnij o takim jedzeniu synku, stać nas na lepsze - odpowiadała matka.
Idylla rodzinna nie trwała długo, zaledwie dwa miesi±ce. Komandir odjechał na front do Finlandii, zostawiaj±c żonę i syna. Alek zachorował na szkarlatynę. Ta ciężka, zakaĽna choroba, nie oszczędziła i mnie. W dużym pokoju walczył ze ¶mierci± Alek, a w mniejszym ja. W czasie ¶wi±t Bożego Narodzenia widziałam wszystko jak przez mgłę. Wysoka gor±czka nie ustępowała. Majaczyłam...

     Oto jestem aniołkiem, mam różow± sukienkę, cał± w falbanki, u ramion wysokie białe skrzydła, a na głowie złot± przepaskę z gwiazdk±. Wiszę na gał±zce choinki, przymocowana lnian± nitk±. Wkoło pal± się ¶wieczki i dlatego jest mi tak gor±co. Gor±co nie do zniesienia. Za chwilę od płomienia ¶wieczki spłonie moja sukienka, a jest ona taka piękna... Żebym mogła się napić choć kilka kropel zimnej wody. A tu wci±ż podaj± mi ciepłe napoje. Próżno domagam się o zimne... Zerwę lnian± nitkę, otworzę okno, żeby się ochłodzić, na dworze jest duży mróz. Albo wyjdę przez okno, nikt tego nie zauważy, bo akurat jestem sama w pokoju. Będę tarzać się po ¶niegu. Zaczerpnę ze studni ¶wieżej, zimnej wody i wypiję pełne wiadro a nawet dwa... Niestety! Rzeczywisto¶ć była okrutna. Nie miałam siły, żeby nawet podnie¶ć się z łóżka. Nie mogłam otrzymać pomocy lekarskiej. Organizm sam walczył z chorob±. Na domiar złego mój ojciec powrócił z wojny. Był internowany na Litwie. Teraz zmuszony do ukrywania się gdyż inaczej zostałby aresztowany.

     Po Nowym Roku 1940 choroba zaczęła ustępować. Byłam bardzo osłabiona, ale mogłam normalnie my¶leć czytać i rozmawiać. W pierwszych słowach zwróciłam się do babci z pytaniem:

- Babciu, dlaczego boję się ognia. Czy od czerwonej gwiazdy spłonie nasz dom, a od ¶wieczki sukienka?

- Ogień, to znaczy, że nast±pi jaka¶ w życiu zmiana. Spali się to, co było, a nast±pi nowe - odpowiedziała babcia - na pewno zmieni się na lepsze.

     Oddałam się dziecięcym marzeniom... Nadejdzie wiosna, kiedy na dobre wyzdrowieję. Pójdę do szkoły, w której nie będzie już języka rosyjskiego. W wolnej Polsce będę spędzać wakacje; takie jak przed wojn±. Będę pomagać babci Paulinie wybierać białe, czy¶ciutkie jaja z kurzych gniazd, bo znów będziemy prowadzić hodowlę kur-niosek. Będziemy pielić warzywa w ogrodzie, chodzić po polach i zbierać zioła. Znowu będzie u nas mleczarnia i masarnia.
Zygmuntowi Bylicy, zatrudnionemu u nas na stałe, pomogę kręcić korb± beczkę do wyrobu masła. Z mam± pójdę do ko¶cioła na odpust Przemienienia Pańskiego i będę gor±co dziękować Panu Bogu za zdrowie i wolno¶ć. Pełna podziwu zobaczę tam obrus złotymi nićmi haftowany, którym tylko podczas wielkich uroczysto¶ci nakrywano ołtarz. Zobaczę też wysoki bukiet na ołtarzu, ułożony z żywych kwiatów; wszystkie w białych barwach. Z góry spogl±dać będ± na mnie anioły o rozłożystych skrzydłach i rozpuszczonych włosach. Anioły jak żywe.

     Z siostr± Zosi± będziemy zbierać w lesie czarne, dorodne jagody oraz ¶piewać i tańczyć. Z ciotecznym bratem Stanisławem Kwiatkowskim popłyniemy kajakiem aż do młyna, zrywaj±c po drodze białe, wodne lilie. Z tat± zwieziemy żyto do stodoły. Może uda mi się podawać snopki. Najprzyjemniej będzie jechać drabiniastym wozem, na wysoko ułożonym zbożu. A za wozem pobiegnie mój ukochany biały pies - Amor. Każdego dnia godzinę lub dłużej po¶więcę nauce i czytaniu ksi±żek. Czytać będę gło¶no, żeby słyszała moja lalka Marianna.

     W marcowy poranek mama gło¶no płakała. Noc± ukradziono z chlewa naszego konia Kasztana. A w budzie dogorywał w wielkim cierpieniu mój ukochany Amor. Złodzieje poczęstowali go porcj± mięsa, w którym znajdowały się ostre przedmioty: igły, szpilki, itp. A w poranek kwietniowy, dokładnie 13 - 1940 roku, okrutny los popędził nas na Sybir. Zamknięta, zaryglowana w towarowym wagonie, razem z babci± Paulin±, moj± mam± Franciszk± i siostr± Zofi±, jechałam długie cztery tygodnie. Spełniło się moje dziecięce marzenie, stałam się towarem i pojechałam na koniec ¶wiata.(...)

Cały tekst "Krzaku burzanu" w odcinkach.

powrót do pocz±tku strony


Wybór i przygotowanie strony Stefan Soliński