Wy¶lij wiadomo¶ć do Jadwigi Solińskiej
Strona główna
Zapraszam na blog
Aktualno¶ci
Antologia
Wycinanki
Panny i anioły
Być matk±
Sybiraczka
Szczę¶cie
Złoty dom
Krzak burzanu
Błękitne piekiełko
Teofila i motyl
Pypcio i pchełki
Krasnoludek i myszka
Cygan i pimpusia
Felu¶, Zenu¶ i Salusia
Skarb
Graj Ewo
Krakowski lajkonik



Zobacz inne wycinanki


Zobacz anioły


Zobacz inne wycinanki


Zobacz inne wycinanki


Zobacz inne wycinanki


Zobacz inne wycinanki
Utwory zebrał, opracował, słowem wstępnym i not± biograficzn± autorki opatrzył DONAT NIEWIADOMSKI
Projekt okładki: Maria Orkiszewska
Na okładce wykorzystano kompozycję plastyczn± Jadwigi Solińskiej
Fotografie zamieszczone w edycji pochodz± ze zbiorów Jadwigi Solińskiej
Wydawnictwo POLIHYMNIA Sp. z o.o. Al. Róż 17, Lublin 1998


SŁOWO WSTĘPNE

(...)
     Niektóre teksty maj± podłoże wierzeniowe. W Miło¶ci matki  ukazana została nadnaturalna (spoza grobu) opieka matki nad pozostawionym dzieckiem, w co społeczno¶ć wiejska i narrator mocno wierz±. Uważaj±, że ¶wiat realny i fantastyczny przenikaj± się, a duchy mog± kontaktować się z żyj±cymi...

» więcej »



PRZEMIENIENIE PAŃSKIE

     Z po¶piechem uprz±tano z pól zboże, skoszone w żniwnym trudzie, bo jaskółki przy ziemi fruwały, zwiastuj±c deszcz. "Zwózka - ogień! Zwózka - ogień!" - rozlegały się głosy ze wszystkich stron. Drabiniaste wozy, kopiasto założone snopami, wtłaczały się do stodół, oddalonych od zabudowań gospodarczych i rozsiadłych po obu stronach drogi, jak dziady na odpu¶cie.

     Gospodarze pamiętali nie jedne żniwa, gdy letnie burze z huraganowym wiatrem powywracały i przemoczyły wszystkie dziesi±tki. Zboże wówczas powyrastało i to już nie były snopy, tylko k±działki. A z k±działki zboże nie posypie, jedynie łzy gospodarza na próżny całoroczny trud. Nie milkły więc nawoływania: "Zwózka - ogień", a specyficzny zapach suchych snopów rozprzestrzeniał się wokół. Wierzono, że będzie dobry chleb z nowego kłosa, bo już skończył się przednówek. Będ± również pieni±dze , musz± być. Przecież zbliża się odpust Przemienienia Pańskiego, przypadaj±cy na szósty dzień sierpnia, zawsze odkładany na niedzielę.

     Cepy poszły w ruch: łup, cup, cup - łup, cup, cup, brzmiało jak najpiękniejsza muzyka, muzyka pełna nadziei. A potem odbywało się wianie i odmierzanie czystego zboża specjaln± miar±, wyplecion± ze słomy, tzw. ćwiartk±. Cztery ćwiartki to wiertel. PóĽniej zboże wieziono w targowe dni na jarmark albo sprzedawano na miejscu u Żyda. Ten brał gar¶ć ziarna do ręki, przegarniał, w±chał czy nie przytęchłe. Je¶li było dobre, kupował. Przy kupnie dużo mówił o tym, że zboże to chleb, a chleb to życie. Zboże jest warto¶ciowsze od złota, bo choćby¶ złota miał pełen worek, nie upieczesz z niego chleba. A najważniejszy ze wszystkich jest gospodarz, bo Od króla do pisarza wszyscy żyj± z gospodarza. Kończ±c tym przysłowiem jeszcze raz brał ziarno do ręki i je całował.

     Żyd był człowiekiem m±drym i życzliwym. U niego zawsze można było dostać zaliczkę, wierzył ludziom. U niego każdy kawaler po kryjomu przed ojcem mógł sprzedać nawet najmniejsz± ilo¶ć zboża. Pytał tylko młodziana:

   - A czyj ty syneczku?

   Chłopak podawał swoje lub fałszywe nazwisko, a Żyd mówił:

   - Znam, znam twojego ojca, uj, to porz±dny człowiek.

   Ale gdy usłyszał nazwisko dłużnika, wtedy wyrażał się inaczej.

   - To ty jeste¶ synem tego nochala, uj, to zły człowiek, ale ty na pewno taki nie będziesz, niech ci się uda odpust.

     W sobotę w przeddzień odpustu od samego rana kłębił się kurz na wszystkich drogach prowadz±cych do W±sosza. Szli i jechali odpustowi pielgrzymi. Nie¶li i wieĽli dary. Prowadzili też pełno dzieci, bo odpust Przemienienia - tak jak ¶w. Antoniego - był dla nich przeznaczony, bo trzeba je było Bogu ofiarować, jak ofiarowano kiedy¶ małego Jezusa.      Wielu pielgrzymów pragnęło dost±pić odpustu zupełnego, by tak jak Chrystus przemienił się na górze Tabor, życie swoje zmienić na lepsze. Zmienić się w duszy i by Bóg obdarzył zdrowiem ciało, błogosławił rodzinie, w polu i w zagrodzie.

     W sobotę po południu uroczysto¶ć rozpoczynała się nieszporami i czterdziestogodzinnym nabożeństwem. Wieczorem w każdym domu roiło się od nocuj±cych. Spali na roz¶cielonej na podłodze słomie, a mężczyĽni w chlewach na sianie. W odpustowy dzień schodziły się z pobliskich parafii kompanie z całym bractwem procesjonalnym. Wznosiły się ku niebu religijne pie¶ni. Najbardziej pobożnie zachowywały się niewiasty. Dzieciom wydawało się za¶, że najważniejsze na odpu¶cie s± obwarzanki, mężczyznom porz±dny kielich wódki i dobra zak±ska, młodzieży potańcówka, ubogim jałmużna, księdzu ofiary, a handluj±cym dobry utarg.

     Straganiarze rozkładali swoje kramy, tzw. tasy. Piętrzyły się na nich stosy obwarzanków, małych i dużych, twardych i miękkich, wypiekanych z białej m±ki, lukrowanych we wszystkich kolorach, w kształtach koników, kogutków, aniołków, lalek, ryb, baranków, koszyczków. W tasach z galanteri± królowały korale, broszki, piłki, wiatraki, gwizdki, ¶więte obrazki, różańce, portfele. Odbywała się loteria na dwa naparstki. Kto zgadł pod którym znajduje się ziarnko pieprzu, ten wygrywał. Grano też w karty: czerwona wygrywa, czarna przegrywa. Katarynka ¶piewała ballady, np. Jak ojciec zabił sze¶cioro dzieci, najstarsze osiem lat miało albo Miriam, najdroższe dziecie me, Miriam - ja kocham cie.

     Sprzedawcy sodowej wody wypiwszy po głębszym kielichu gło¶no zachwalali swój towar: Zimna sodowa na żoł±dek bardzo zdrowa. Zimna jak lód, słodka jak miód. Moja babka piła, sto lat żyła. Jak przestała pić, to przestała żyć.

     W upalny dzień sprzedawcy napojów wszystk± wodę z pobliskich studni wyczerpywali. Chłopcy za marn± opłatę nie nad±żali z noszeniem tej wody. A oni co¶ do niej sypali, m±cili, mieszali, zachwalali i sprzedawali. A tłum pchał się jak dusze do nieba. Raczył się pij±c z jednej nie wypłukanej szklanki. Nikomu jednak nie zaszkodziło. Najwyżej z kieszeni co¶ ubyło.

     Przy murze ko¶cielnym sprzedawano ksi±żeczki do nabożeństwa oraz przepowiednie Sybilli. Podczas sprzedaży gło¶no ¶piewano:

Sybilija mówi ¶więta, żyć będziemy jak zwierzęta.
O Bogu też zapomnimy, swoje dusze potępimy.
Idzie panna do ko¶cioła, rozgl±da się dookoła,
Nie słucha słowa bożego pyszna ze stroju swojego.
A syn ojca gdy zobaczy, to przywitać go nie raczy.
I nastan± takie lata, że nadejdzie koniec ¶wiata.


     Jednocze¶nie pokazywano żywe, ¶wieże, wi¶niowe li¶cie, z których każdy miał br±zow± pręgę w kształcie węża, oznaczaj±c± bliski koniec ¶wiata. Szybko jednak przy tym dodawano, że je¶li ludzie się nawróc±, przemieni± w dzień odpustu, zaczn± się szczerze modlić, zakupi± ksi±żeczki do nabożeństwa i przepowiednie, to stanie się cud i nie będzie końca ¶wiata; toteż ¶cisk tam panował tam niebywały.

     Dookoła ko¶cioła i na cmentarzu przelewały się tłumy ludzi. W ko¶ciele panował ¶cisk, rozlegał się pisk. Małe dzieci gło¶no płakały. Organy gło¶no grały, ludzie ¶piewali i wpatrywali się jak w tęczę w obraz Przemienienia Pańskiego. Ksi±dz odprawiał nabożeństwo, inni księża chodzili po ofierze. Brzęczały pieni±dze rzucane na mosiężn± tacę. Spod chóru ku wielkiemu ołtarzowi przesuwał się szpaler odpustowych ludzi. Szli po ofierze, przeważnie całymi rodzinami. Nie¶li zapalone ¶wiece i dary, które dokładali do skrzyni za ołtarzem, gdzie już kury gdakały, gęsi gęgały, kaczki kwakały, barany beczały, a nawet cielę porykiwało. Jaja składali do koszy, do skarbonki pieni±dze, ¶wiece gasili i kładli na specjalnie przygotowany stół. Ministranci odnosili je następnie pod chór. Dary służba ko¶cielna odnosiła za¶ na plebanię. Temu wszystkiemu przygl±dał się z wielkiego ołtarza ja¶niej±cy, przemieniony, błogosławiony Chrystus. Często mówiono: Bez Boga nie dojdziesz do proga, a ludzie, jak to ludzie...

     Następnie odbywała się procesja, trzepotały na wietrze kolorowe chor±gwie, panny niosły ołtarzyki i figurę Matki Boskiej Niepokalanego Poczęcia. Po obu stronach figury małe dziewczynki trzymały w r±czkach białe lilie - znak niewinno¶ci. Niosły również poduszeczki z szarfami, wyszywane cekinami, koralikami, kolorowymi nićmi. Pod baldachimem ksi±dz dzierżył ¶więt± monstrancję, a przed ni± podobne do aniołków dziewczynki sypały kwiaty. Onufry Murawski pilnował porz±dku. Nie było końca modłom i ¶piewom, i adoracjom.

     A na zewn±trz wrzało. Odpust stwarzał bowiem również okazję do spotkań młodzieży z różnych parafii, nawet bardzo odległych. Najdokuczliwsi byli wszakże żebracy. Rej w¶ród nich wodził niejaki Bronek, który czołgał się na kolanach, obłapiał kobiety za nogi, całował stopy i wołał:

     - O, paniusiu kochana do Przemienienia Pańskiego doczekasz setnego, jak dasz biednemu Bronkowi co łaska. Będę się wtedy modlił za paniusię przez całe życie.

     Starsze kobiety wysupływały z chusteczek grosiaki i wtykały Bronkowi do ręki, wymieniaj±c swoje imię i prosz±c o modlitwę.

     A gdy ten chwyt już nie brał, wtedy Bronek wci±gał na ramiona innego żebraka, który trz±sł się cały i wyci±gał ręce po jałmużnę. Bronek tłumaczył, że jest on niemow± i ma jeszcze bezwładne nogi. Litowano się więc nad biedakiem.

     Po tych ceremoniach odpustowych odbywały się we wszystkich domach całej parafii go¶ciny, czyli uroczyste obiady.

     Obecnie roczny odpust Przemienienia Pańskiego nie jest już odkładany na niedzielę. Zmieniła się też jego oprawa. Takich i podobnych odpustów w zabytkowej ¶wi±tyni w W±soszu odbyło się ponad pięćset.

Z rękopisu

powrót do pocz±tku strony


Wybór i przygotowanie strony Stefan Soliński, oprawa graficzna Magdalena Cyrczak

Księga go¶ci