|
|
|
|
|
Kolorowe sny
Stefanii Topola
Ten dziewanny złoty kwiat,
to młodości mojej ślad.
A zaś wonny zapach bzów,
to wspomnienie moich snów.
Były takie kolorowe, piękne,
żółte i różowe -
jak kwiaty rozkwitające.
Bardzo były mi potrzebne -
jak powietrze, woda, słońce.
Przedstawiały się ciekawie.
Nie! To działo się na jawie.
To była miłość spełniona,
przez me serce wymarzona.
Niosła szczęścia pełen dzban
i ruszyła ze mną w tan.
Moja miłość, szczęście i ja.
10.04.2000 r.
|
|
Rozkosz
Irence Boroń z domu Solińskiej
Czerwono i różowo kwitnące malwy,
błękit nieba,
oszałamiający zapach
lipowych i akacjowych kwiatów.
świętojańskie ognie,
pluskające w rzece ryby,
szybowanie bocianów
- to uroki lata.
Chłonę je, aż do przesytu.
Zapasy rosną i rosną,
jak grzyby po deszczu.
Przydadzą się, przydadzą.
Na słotne dni jesieni,
na mroźne, zimowe miesiące.
Wyciągnę je wtedy z zanadrza,
rozwieszę na ścianach pokoju.
I będą moją rozkoszą.
1.07.1999 r.
|
|
|
Pozostań
Kochanej Irence Rymwid-Mickiewicz
Nie całuj mnie tak mocno!
Każdy twój pocałunek
zostawia piętno na moim ciele.
Nie wkładaj w moje dłonie
bukietu fioletowych floksów,
bo jutro zwiędną.
Nie częstuj malinami,
one mają smak
nienasyconej miłości.
Nie ozdabiaj mej głowy
wieńcem z chmielowych szyszek,
gdyż oszałamiają.
Tylko weź mnie w ramiona.
Pozostań - nie odchodź!
Ukochane lato.
10.09.1999 r.
|
|
Łabędzie
Krzysztofowi Lisiakowi
Jak dobrze, jak słodko
w letnie popołudnie
płynąć żaglówką
po tafli jeziora.
Jezioro lekko faluje
i wodzi na pokuszenie.
W wodzie, jak w lustrze
przeglądają się łabędzie,
podziwiając piękno
swojej urody.
O łabędzie białopióre,
podobne do aniołów,
zatrzymajcie czas!
Niech lato wiecznie trwa.
|
|
|
Biały rumak
Stefanowi Solińskiemu
Jestem pasażerką.
Siedzę jak królowa na tronie.
I asfaltową szosą
nowoczesnym autem jadę!
Za oknami
zmieniają się krajobrazy.
Oto wieś, tu jeszcze wczoraj
wesoło parskały konie.
Dziś nie ma żadnego;
nawet na lekarstwo.
Za to pełno mechanicznych.
Cóż? Takie czasy...
Dalej roztoczył się miły widok,
który oparł się czasowi.
To błękitne kwiaty podróżniczka
uśmiechają się przyjaźnie.
A drobne kwiaty szaleju
oznajmiają, że lato jest w pełni.
Pędź, pędź biały rumaku
o imieniu Opel,
wieź mnie wieź!
Oby nie do niebios bram.
|
|
W złotym domu
Krzysztofowi Kołtunowi
Rodziły się w mroźne,
zimowe wieczory,
przedłużające się w nieskończoność.
Były niezwykle piękne.
Miały marzące oczy,
długie, falujące włosy,
kształtne ręce i nogi.
Towarzyszył im
lekki uśmiech na twarzach.
Rodzeniu nie towarzyszył krzyk,
tylko radosny szept
z powodu zaistnienia.
Zamieszkały wszystkie
w złotym domu.
Ja pokochałam je całym sercem.
One nigdy mnie nie opuszczą.
Moje anioły!
10.02.2000 r.
|
powrót do początku strony
|
|